Jako
młody człowiek dowiedziałem się o istnieniu rybek, które skrzeczą już dosyć
dawno temu i postanowiłem je mieć ale dopiero niedawno udało mi się je
zdobyć do swojego akwarium dzięki uprzejmości kolegi Krzysztofa Biczysko,
który przywiózł je dla mnie i Tomasza Marcina Hippe na spotkanie IZA w
Poznaniu. Rybki niestety mimo dobrej izolacji uległy znacznemu wychłodzeniu,
woda w worku miała około 13-14oC a rybki leżały na dnie jak
martwe. Gdy wsiadłem w pociąg do domu schowałem natychmiast rybki pod sweter
i koszulę, żeby je ogrzać własną piersią. Współpasażerowie patrzeli na
mnie jak na wariata, ale warto było, już w okolicach Piły rybki wesoło
zaczęły pluskać w woreczku. Wiedziałem, są już moje i żywe. Po powrocie
do domu wpuściłem je do akwarium 100l w którym już pływały gurami
mozaikowe (Trichogaster leeri), bocje
wspaniałe (Botia macracantha), piskorki(Pangio
sp.), stadko gupików (Poecilia
reticulata) (musiały opuścić to akwarium) i kilka mieczyków,
które co prawda nie pochodzą z Azji południowo-wschodniej
ale zostały również i tam zawleczone przez człowieka. W akwarium rośnie
sporo nurzańców śrubowych, mech jawajski kilka anubiasów (Anubias nana)
i duży lotos czerwony, którego liście walczą o światło z wgłębką i rzęsą.
Samica
krąży dookoła kilku liści lotosa i atakuje każdą rybkę, która próbuje podpłynąć
do narożnika w którym zwykle je karmię, jeśli rybka była dosyć sprytna
i zdeterminowana, udawało się jej przepłynąć przez zaporę jaką stanowiła
samiczka spod liścia wypływał samiec intensywniej niż zwykle ubarwiony
i atakował wspólnie z samiczką intruza. W moim akwarium nie było rybki,
która potrafiła oprzeć się takiemu atakowi. Dokładnie obserwując akwarium
w końcu wypatrzyłem gniazdo. Po kilku dniach widziałem również pływające
młode z tego tarła. Niestety nie miałem wtedy przygotowanego zbiornika,
w którym można by odchować przychówek. Dwa tygodnie później na skrzeczyki
oczekiwał gotowy 40l zbiornik zarośnięty przez higrophilię hinduską, anubiasy
i kryptokoryny orzęsione, na dno dałem piasek wymieszany z niedużą ilością
torfu. Na powierzchni umieściłem ucięty pływający liść czerwonego lotosa.
Utrzymywałem w nim temperaturę od 24 do 26oC i filtrowałem wodę
przez gąbkowy filtr wewnętrzny napędzany turbiną na której wylot założyłem
deszczownię skierowaną otworkami do ścianki akwarium, żeby nie wywoływać
silnego prądu wody.