Nowi pen­sjo­na­riu­sze.

Rośli­ny bagien­ne zro­bi­ły swo­je, zaczę­ły zuży­wać skład­ni­ki pokar­mo­we, któ­re zapew­nia­ły glo­nom w moim base­nie dostat­ni żywot, woda zaczę­ła się kla­ro­wać. Co praw­da nie liczę, że bez spe­cjal­nych zabie­gów uda mi się zoba­czyć dno, (170 cm niżej) ale jest już dużo lepiej niż było bez roślin.  Kil­ka popra­wek np. pod­ło­że­nie kamie­ni pod donicz­ki, aby wię­cej roślin­ki wysta­wa­ło nad wodę,  w koń­cu, to co kupi­łem w cen­trum ogrod­ni­czym we Fran­ku, to rośli­ny bagien­ne, a nie wodne.

Dzi­siaj wpu­ści­łem do zbior­ni­ka nowych loka­to­rów (welon­ki) mia­ły być czer­wo­ne kap­tur­ki, ale nie było zatem zna­la­złem coś takiego.

Po krót­kiej akli­ma­ty­za­cji roz­pły­nę­ły się zdzi­wio­ne szu­ka­jąc szyb, w tym nowym akwa­rium. Szyb nie zna­le­zio­no za to odna­le­zio­no jakieś strasz­nie wiel­kie potwo­ry (kar­pie koi nie­któ­re mają już pra­wie 20 cm).

Towa­rzy­stwo oka­za­ło się nie­groź­ne, a raczej welon­ki za duże żeby je zjeść, więc wresz­cie prze­ko­na­łem się, że moje kar­pie mają się dosko­na­le i są zdro­we. Dotych­czas sie­dzia­ły w nie­do­stęp­nej dla wzro­ku głęb­szej czę­ści base­nu. Po wpusz­cze­niu cze­re­dy małych welo­nek, całe towa­rzy­stwo się ośmie­li­ło i zaczę­ło pły­wać po całym zbiorniku.

W base­nie poja­wi­ły się nowe liście grzy­bie­nia (na razie malut­kie), widzę, że odnóż­ka któ­rą odcze­pi­łem od rośli­ny macie­rzy­stej na wio­snę ma się świet­nie, za to nie prze­zi­mo­wał w base­nie grzy­bień z moje­go akwa­rium, oka­za­ło się, że nie jest mro­zo­od­por­ny. Zna­la­złem ogrom­ną bul­wę z sub­stan­cja­mi zapa­so­wy­mi, ale ona sama nie­ste­ty nie odbi­ła, a szko­da. Wnio­sek na przy­szłość we wrze­śniu trze­ba będzie robić mu prze­pro­wadz­kę do akwa­rium. Widzę, że dosko­na­le zaakli­ma­ty­zo­wa­ła się rzę­sa drob­na (Lem­na minor) i mam nadzie­ję, że welon­ki nie dopusz­czą by sta­ła się gatun­kiem dominującym.

Dooko­ła base­nu też zaszły rady­kal­ne zmia­ny. Doko­na­łem dosyć rady­kal­ne­go cię­cia żywot­ni­ka (tuja), któ­ra sku­tecz­nie wraz z domem zasła­nia­ła więk­szość świa­tła. Domu nie wybu­rzę, za to tuję mogę dowol­nie kształ­to­wać, więc padło na tuję.

Grzy­bień powo­li osią­ga swo­imi liść­mi powierzch­nię wody.

This entry was posted in Informacje. Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *